Dokumenty polskie,  Premiery,  Seanse festiwalowe,  Wywiady

Wywiad z Pawłem Ziemilskim, reżyserem filmu In Touch

Filmy tu i teraz

Z Pawłem Ziemilskim rozmawia Michalina Majewska.
Wywiad przeprowadzony podczas 46. Ińskiego Lata Filmowego

Czy uważa pan, że technologia rzeczywiście skraca dystans między nami? Czy nie jest może tak, że powoduje po prostu, że coś, co tak naprawdę jest bardzo daleko, wydaje się namacalne i przez to wzmaga się nasza tęsknota?

Myślę, że jedno i drugie. W jakiś sposób skraca dystans. Oczywiście, to jest tylko wrażenie, że jesteśmy blisko i pewnie do jakichś technicznych rzeczy komunikacja przez internet jest super. Na krótką metę to się sprawdza. Krótkie wyjazdy, praca. Problemem chyba nie jest to, że internet nie spełnia wszystkich funkcji, jakie niesie ze sobą kontakt bezpośredni. Problemem jest to, że udaje, że je spełnia. Tęsknota sączy się gdzieś podświadomie. Mówimy „jest świetnie, przecież mamy codziennie kontakt”, ale gdzieś tam czujemy, że coś jest nie tak, tylko trudno to nazwać, bo Skype nas zwodzi.

Z drugiej strony, czy nie jest czasem tak, że gdy mieszkamy z kimś w odległości dwóch przecznic, nie widujemy się z nim zbyt często, ale gdy wyjedziemy, przez internet da się nawiązać lepszą więź niż na żywo? W końcu gdy łączymy się na Skype, musimy przede wszystkim rozmawiać z tą drugą osobą.

To też jest prawda, mam nawet osobisty przykład. Częściej widywałem mojego przyjaciela, kiedy mieszkał w Tel Awiwie, niż teraz, gdy mieszka tuż obok mnie. Ale nie wiem, czy to kwestia internetu. Myślę, że bycie w obcym miejscu sprawia, że uświadamiamy sobie, czego nam brakuje. Kiedy jesteśmy daleko, tęsknimy za tym, co znajome i bezpieczne. Problem jest wtedy, gdy dużo z tych atrybutów przenosimy ze sobą. Oczywiście, to bywa fantastyczne, że ludzie mają polską telewizję na Islandii, że widzą przez kamerkę swoich najbliższych. Ale to buduje też pustkę, wzmaga tęsknotę.

Pana film skupia się na emocjach, właśnie na tej tęsknocie. Dzięki temu jest uniwersalny i może być zrozumiany na całym świecie. Ale czy nie kusiło pana na początku, żeby nakręcić film bardziej skupiony na ogólnym zjawisku polskiej emigracji?

Na początku mnie korciło. To miał być film o polonii, o ich wyjazdach. Ale poczułem, że to jest coś, co się już wydarzyło ileś lat temu. Wyjazdy w nieznane, indywidualne powody – to wszystko już było, a ja lubię robić filmy o tym, co się dzieje tu i teraz. To oczywiście była bardzo ciekawa historia. Islandczyk zakochał się w Polce z tej wsi, ściągnął ją do siebie, potem pomagali w wyjeździe kolejnym ludziom, głównie kobietom. Szczególnie po upadku PGR-ów, kiedy wszyscy stracili prace. Także to jest bardzo ciekawe, ale wszystko się już wydarzyło. Gdybym chciał prześledzić współczesne przykłady emigracji z tej wsi na Islandię, to już by nie było tak ciekawe, bo oni nie jadą w nieznane, tylko do znajomych osób. W związku z tym temat filmu się zmienił.

Warstwa formalna pana filmu jest równie interesująca, co sama treść. Używa pan bardzo niekonwencjonalnych rozwiązań wizualnych. Co uważa pan za najważniejsze dla filmu dokumentalnego? W tym gatunku zazwyczaj górę bierze jednak treść lub bohater.

Myślę, że forma zawsze wynika z treści. Z jakiejś potrzeby. Forma to kondensacja jakiegoś tematu i to jest fajne. Wtedy przestaje to być film tu i teraz. Znaczy temat może być tu i teraz, ale film staje się bardziej jakąś myślą, wrażeniem, pokazuje, że świat filmu jest jednak nieco inny od świata rzeczywistego. Czasami film dokumentalny stara się oszukiwać, próbuje stwarzać wrażenie, że to jest czysta prawda. A wiemy, że tak wcale nie jest, są elementy fikcji. Robienie filmów, gdzie warstwa formalna jest ciekawa, po prostu daje frajdę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *