Dokumenty polskie,  Premiery,  Wywiady

Wywiad z Łukaszem Czajką, reżyserem filmu O zwierzętach i ludziach

Co ludzkiego jest w zwierzęciu

Z Łukaszem Czajką rozmawia Michalina Majewska
Wywiad przeprowadzony podczas 46. Ińskiego Lata Filmowego

W pewnym momencie filmu O zwierzętach i ludziach przywołane zostaje zdanie Antoniny Żabińskiej, która napisała, że na ulice Warszawy wyszły prawdziwe zwierzęta. Miała na myśli nazistów. Czy uważa pan, że człowiek jest najgroźniejszym drapieżnikiem?

Patrząc na to, co się dzieje – tak. Naukowcy jednoznacznie mówią, że zmiany klimatyczne powodujemy my, a nic z tym nie robimy. To znaczy teoretycznie staramy się robić, ale niewiele z tego wynika. Z dzisiejszej perspektywy myślę więc, że tak, człowiek jest najgroźniejszym drapieżnikiem. I właściwie nie tylko z dzisiejszej, wszystkie wojny są tego dobrym przykładem.

Tytuł książki Żabińskiej to Ludzie i zwierzęta, natomiast pana filmu – O zwierzętach i ludziach. Zmieniła się kolejność. To dlatego, że opowiada pan o czasach, gdy człowieczeństwo zeszło na plan dalszy? Czy zwierzęta są kluczem do odczytania historii Żabińskich?

To nie do końca jest jednoznaczne. Czułem, że kluczem do tego filmu są zwierzęta i teraz widzę, że tak jest. Ale interpretować można to na wiele sposobów. „Zezwierzęcenie” to słowo, którego używamy w stosunku do nas, ludzi, ale u zwierząt nie widzę tego, co my rozumiemy przez to określenie. Chciałem, żeby zwierzęta były bohaterami tej historii, ale też pokazać z wielu różnych stron, co jest zwierzęce w człowieku, a co jest ludzkie w zwierzęciu. Niewiele się mówi o zwierzętach w historii. Oczywiście, są takie perły, jak Królik po berlińsku czy film o niedźwiedziu Wojtku, który walczył pod Monte Cassino, ale to pojedyncze przykłady.

A tymczasem gdybyśmy uświadomili sobie, ile na przykład koni zostało wykorzystanych podczas naszych, ludzkich wojen…

Dokładnie. Jest taka słynna fotografia z czasów I wojny światowej, na której żołnierze oddają cześć poległym w czasie bitwy koniom. Wszyscy ustawiają się tak, żeby stworzyć kształt końskiej głowy. Niesamowite zdjęcie.

Nie bał się pan, że po premierze hollywoodzkiego filmu fabularnego Azyl dokument na ten sam temat się nie przyjmie? Ludzie stwierdzą, że już to widzieli?

Oczywiście, na początku myślałem, że to w ogóle dyskwalifikuje tę historię. Dostałem jednak wsparcie od Bartka Konopki, który powiedział, że to w ogóle nie ma znaczenia. Zachęcał mnie nawet, żebym zrobił swoją fabułę. Bardzo mnie uspokoił. Potem kiedy szukaliśmy finansowania okazało się, że niektórzy traktują to jako walor. Od strony dystrybucyjnej to mogło być dla tego filmu nawet lepsze, bo ludzie obejrzeli już fabułę, a teraz będą mieli okazję zobaczyć, jak to było naprawdę.

Wspominał pan, że kiedyś były już w Polsce starania, żeby nakręcić fabułę na ten temat, ale nie udało się pokonać problemów z prawami autorskimi do książki Antoniny Żabińskiej, ponieważ zamysł filmowców nie przekonywał dzieci Żabińskich – Teresy i Ryszarda. Jak panu udało się ich przekonać?

Nie chcę mówić, że dokładnie tak było. To jest to, co zrozumiałem z opowieści pani Teresy Żabińskiej. A co do tego, co ją przekonało do naszego projektu, to kiedy poznałem tę historię, zaangażowałem się w działanie w Stowarzyszeniu Monopol Warszawski, które częściowo odpowiadało za rewitalizację willi Żabińskich, która do dziś stoi w warszawskim zoo. Wcześniej ta willa była przeznaczona tylko dla dyrektora zoo, ale Monopol i Fundacja Panda sprawiły, że teraz jest częściowo otwarta dla ludzi. Ja wolontariacko zajmowałem się wymyślaniem inicjatyw kulturalnych, które można przy tej willi zrealizować. Nawiązałem współpracę z moją przyjaciółką, którą poznałem w czasie kursu dokumentalnego w Szkole Wajdy, Agnieszką Wąsikowską. Jest świetną reżyserką teatralną i zaproponowałem, żeby zainteresowała się tematem i być może zrealizowała spektakl. Nagle się okazało, że od jakiegoś czasu chodzi z pomysłem spektaklu o Magdzie Gross [Magda Gross była przyjaciółką Żabińskich i przez jakiś czas ukrywała się w warszawskim zoo – przyp. red.], więc złożyło się idealnie. Agnieszka zrealizowała ten spektakl. Był świetny i zachwycił także panią Teresę Żabińską, która później dzięki temu obdarzyła nas zaufaniem.

W swoim filmie wykorzystał pan materiały archiwalne, ale także własne inscenizacje. Praca nad dokumentalnym filmem historycznym jest bardzo różna od kręcenia filmu, który dzieje się współcześnie i można rejestrować wydarzenia tu i teraz. Po takim debiucie chce pan zostać w przeszłości, czy sięgnąć po bardziej współczesne tematy?

Chciałbym już iść i robić kolejną opowieść. Oczywiście, teraz będę jeździł z tym filmem po festiwalach, ale tęsknię za procesem twórczym. Postanowiłem zdać się na intuicję, ale jeszcze nie wiem, co będę teraz robił. Mam jedną historię, która przeszywa mi serce. Jest ze mną już trzy lata i nie wiem, jak długo będę w stanie ją odganiać. Być może usiądę i ją spiszę, ale wszystko może się zmienić. Staram się być otwarty.

Czy człowiek może się nauczyć czegoś od zwierząt?

Trudne pytanie, bo są bardzo różne zwierzęta. Tego właśnie możemy się nauczyć. Każdy jest inny, więc trzeba podejść i tę osobę poznać, nie zakładając nic z góry. Dla mnie bardzo ważne było spotkanie z lwem. Weszliśmy na tyły lwiarni i jeśli zbliżaliśmy się za blisko krat, to rzucał się i ryczał. Kiedy oddaliliśmy się na choćby pięć centymetrów, wszystko było w porządku. Zobaczyłem, że on ma swój dystans i trzeba go uszanować. Nie chce mi zrobić krzywdy, tylko przekazać informację. I myślę, że to można przekładać na życie i relacje z drugim człowiekiem. Musimy słuchać i być otwarci.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *