Artykuły

Senna, AmyDiego. Twórczość Asifa Kapadii.

Narodziny popdokumentu

Sądzę, że swój wywód najlepiej rozpocznę krótką anegdotą. Otóż w trakcie sezonu letniego 2019 roku odbyła się premiera dokumentu Rona Howarda Pavarotti, opowiadającego historię najsłynniejszego tenora w dziejach muzyki. Plakaty z wizerunkiem Luciano obiegły cały kraj. Pewnego letniego popołudnia postanowiłem wybrać się na wspomniane wcześniej dzieło. W międzyczasie o owym fakcie napomknąłem swojemu przyjacielowi. Między nami wywiązała się ciekawa dyskusja o tym, co Howard musi zrobić, aby wiernie przedstawić historię tenora. Jakież było jego zdziwienie, gdy dowiedział się, że ów film jest tak naprawdę dokumentem, a nie dziełem fabularnym. Jednak największym zaskoczeniem okazał się dlań fakt, iż obraz niefikcjonalny grany jest w większości sieci multipleksowych w Polsce. Jeżeli przeanalizuje się całą mijającą dekadę, wówczas okaże się, że nie jest to nowe zjawisko.

Pavarottiego lubię nazywać tytułowym dokumentem multipleksowym/popdokumentem (niepotrzebne skreślić). Charakteryzuje się tym, iż swą premierę ma w tzw. sezonie letnim, ogórkowym, gdy w kinach pojawiają się często blockbustery. Kluczową kwestią jest też fakt, iż obrazy te wyświetlane są w największych sieciach kin w kraju, co zdarza się wyjątkowo rzadko (dla przykładu: raczej nie dane będzie obejrzeć Krainy miodu w multipleksie). Fabuła owych dokumentów zawsze skupia się na jednej, znanej osobie z różnych dziedzin sztuki lub dycyplin sportu (wyścigi, piłka nożna, moda, muzyka, itd.). Pod względem formalnym filmy te nie są skomplikowane, ewidentnie skierowane są do masowego widza. Co ważne, mają też niezwykle silną fabularną strukturę, bowiem posługują się typowymi schematami rodem z dzieł fikcjonalnych. Warto jednak przenieść się do początku dekady – 2010 roku. Wtedy to objawił się prekursor popdokumentu. Wszystko to zaczęło się od Senny, a wspomnianym pionierem był brytyjski reżyser Asif Kapadia.

Historia sławnego brazylijskiego kierowcy Formuły 1 jest początkiem kapadijskiej trylogii. W 2015 roku jego Amy dostała Oscara za najlepszy film dokumentalny, zaś Diego można było oglądać w minionym roku. Przyglądając się Sennię można odnieść wrażenie, że już w tym dziele z początku dekady, dostrzegalna jest struktura oraz chwyty stylistyczne, które będą cechowały jego późniejsze dzieła. Fabuła pierwszego pełnometrażowego dokumentu Brytyjczyka rozpoczyna się od pierwszych kroków Senny po wyścigowej karierze. Widać, jak nastoletni Brazylijczyk ściga się w małych gokartach, by później przenieść się do samochodowej ekstraklasy, przesiadając się do znacznie mocniejszego bolidu. Już w pierwszych minutach można dostrzec klasyczną fabularną strukturę opowiadania historii „od zera do bohatera”. Protagoniści w filmach Kapadi to najczęściej outsiderzy, pochodzący z niezbyt bogatych rodzin. Odróżniają się jednak niezwykłym talentem oraz fascynującymi możliwościami, wybijającymi się w zawodzie, którym się parają. Choć Ayrton Senna sam wspomina, że jego rodziców było stać na tak kosztowną pasję bohatera, to jednak w latach 90. Brazylia wciąż pasowała do miana biednego kraju. Bohater musi swym talentem udowodnić, iż może stawać w szranki z takimi gwiazdami Formuły 1 jak Francuz Alain Prost, czy austriacka legenda Niki Lauda. Momentem kluczowym dla kariery Senny staje się Grand Prix Monaco, w którym pierwszy raz pokazuje reszcie stawki „gdzie raki zimują”. Agresywnie pokonując niebezpieczne szykany, objawia się także charakter Brazylijczyka. Mianowicie tam gdzie inni bali się postawić nogę, Senna bez strachu wkładał całą głowę.

Gdy protagoniści Kapadi osiągną szczyty swoich możliwości oraz popularności, wówczas następuje dotkliwy dlań upadek. Senna wreszcie pokonuje wszystkie przeszkody i przeciwników na swojej drodze, zdobywając upragniony tytuł mistrza świata Formuły 1 w 1988 roku. Jednak reżyser w trakcie całej trylogii ukazuje, iż bohaterowie będą musieli ponieść ogromną cenę swojego sukcesu. By osiągnąć zawodowe spełnienie, Ayrton musi postąpić wbrew swoim zasadom moralnym. Gdy po raz pierwszy reprezentował barwy zespołu McLarena w 1987 roku, bohater przegrał tytuł mistrzowski, ponieważ jego „kolega” z drużyny, Alain Prost, zepchnął go z trasy. Choć Senna i tak wygrał wyścig, to Francuz poskarżył się sędziom, iż Ayrton w trakcie wyścigu postąpił niezgodnie z przepisami. W ten sposób tytuł mistrza uzyskał Prost. W roku 1988 role się odwracają. Senna oparł się gniazdu wron i zaczął krakać tak jak one. W ostatnim wyścigu tego sezonu to Ayrton spycha Prosta z toru, tym samym dokonując, wydawałoby się, satysfakcjonującej zemsty, ponieważ dzięki temu Senna wygrywa tytuł mistrza świata. Warto jednak zauważyć, iż protagonista jest chrześcijaninem, co często deklarował w swoich wypowiedziach. W ten sposób bohater popełnia ogromny grzech. Choć Ayrton wydaje się niewzruszony całą sytuacją, tak po jego mowie ciała widać, iż czuje się z tym faktem źle. Zachłanność Senny skutkuje też największą karą – jego śmiercią. Chcąc ścigać się w najbardziej zaawansowanym technicznie bolidzie, Brazylijczyk postanawia zmienić zespół na Williamsa – triumfatora mistrzostw świata kolejno w 1992 i 1993 roku. To właśnie wtedy Ayrton przegrywa z Williamsem, gdyż ten ma bolidy dające znaczną przewagę nad innymi kierowcami. Kiedy Brazylijczyk przechodzi jednak do technologicznego giganta, włodarze Formuły 1 zmieniają przepisy, zgodnie z którymi poprzedni triumfator musiał zrezygnować z wspomnianych udogodnień. W związku z tym nowy bolid Williamsa staje się okropnie wadliwy, czego skutkiem jest śmierć Senny na torze w San Marino.

Czym jednak byłyby owe historie bez złoczyńcy, klasycznego villiana, bad guya, chcącego za wszelką cenę pokrzyżować plany głównemu bohaterowi? Kapadia ewidentnie zdawał sobie z tego sprawę. W Sennie początkową rolę przyjmuje wspominany już Alain Prost, bardziej doświadczony kierowca, a zarazem chłodny perfekcjonista, odbicie lustrzane dla temperamentnego Senny. W obiektywie Brytyjczyka Prost jest uosobieniem bezlitosnej, ateistycznej Europy, rządzonej przez skorumpowanych polityków. Francuski kierowca jest pupilem włodarzy F1. Senna wygrywając ze swoim zagorzałym rywalem, pokonuje także wyścigowych iluminatów, schowanych w lożach za ciemnymi szybami, ubranymi w gustowne garnitury, którzy rzucają bohaterowi kłody pod nogi.

Oprócz wykorzystania schematów zaczerpniętych z filmów fikcjonalnych, Kapadia buduje „fabularność” swoich dokumentów za pomocą montażu. Reżyser umiejętnie zestawia ze sobą kadry z dynamicznych wyścigów oraz, już słynne dla tego twórcy, materiały archiwalne, pokazujące prywatną sferę protagonisty. Brytyjczyk rezygnuje z nudnych zapychaczy w postaci gadających głów. Jedynie daje widzowi posłuchać wypowiedzi najbliższych bohatera oraz ekspertów, jednocześnie nie przerywając ekranowej opowieści. Zaś to, co dzieje się w trakcie wyścigów, jest prawdziwym rollercosterem emocji. Kluczowe wyścigi dla kariery Ayrtona mają perfekcyjnie zbudowaną dramaturgię. Ujęcia skupionych spojrzeń Prosta i Senny, gdy Ci stoją na linii startu, uwalniają odpowiednią dawkę emocji dla każdych zawodów. Natomiast już w czasie wyścigu Kapadia płynnie przechodzi z ujęć z perspektywy kierowcy do tych zarejestrowanych w trakcie transmisji telewizyjnych. Wielu twórców filmów fabularnych mogłoby uczyć się od Brytyjczyka, jak tworzy się najbardziej pamiętne sekwencje wyścigów i pościgów w historii kinematografii.

Naturalnie, Amy Diego korzystają z identycznych schematów, jednakże ich dokładne omówienie sprawiłoby, iż ów tekst rozrósłby się do monstrualnej długości. Oczywiście, pomiędzy filmami z całej trylogii można odnaleźć różnice. Udowadnia to już same nazewnictwo każdego z dzieł. Idąc tropem zapoczątkowanym w 2010 roku, wspominany tryptyk powinien nazywać się Senna, WinehouseMaradona. W takim razie dlaczego reżyser nie nazwał pierwszej części Ayrton? Prawdopodobnie w tym przypadku wyjątkowy brak melodyczności imienia głównego bohatera nie jest tutaj kluczową cechą (choć połączenie samogłosek „a” i „y” jest dla niektórych języków, zwłaszcza polskiego, dosyć karkołomne). Amy z 2015 roku w szczególności jest portretem psychologicznym piosenkarki. Co prawda Senna w filmie z 2010 roku ma zakreślony rys charakterologiczny, ale główną atrakcją pierwszej części trylogii jest szeroko pojmowana „akcja”. Największą atrakcją Senny jest dynamiczne tempo fabuły i ryk silników, wydobywający się z głośników.

Filmem w dorobku Kapadi, który łączy wspomnianą „akcję” i rozbudowaną psychologię postaci jest Diego. W związku z tym jest to najlepsza część z całej trylogii. W takim razie zachodzi pytanie – dlaczego nie wybrałem ostatniej części trylogii jako najlepszy dokument dekady? Odpowiedź jest wyjątkowo prosta. Gdyby nie Senna, nie powstałaby ani Amy, ani tym bardziej Diego. W szczególności nie powstałby nurt wspomnianego popdokumentu multipleksowego. Senna wyznaczył nowy trend, nowy sposób tworzenia filmów dokumentalnych. Pierwszy dokument Kapadii skruszył hermetyczne bramy dokumentu, otwierając się na masowego widza, mniej wymagającego, a przy tym pozostając wysokojakościowym i artystycznie spełnionymi dziełem. Dzięki zmontowaniu historii brazylijskiego kierowcy, Kapadia stał się prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalnym dokumentalistą minionej dekady. Właśnie wtedy zaczęły powstawać filmy, starające się czerpać z pomysłu reżysera: McQueen, Whitney, Pavarotti, recenzowany przeze mnie Sinatra: All or Nothing At All, Ronaldo. Przykłady można by jeszcze mnożyć. Każdy z nich powtarzał kapadyjski schemat lepiej lub gorzej. Ale żaden z nich nie dorównał poziomowi Sennie, Amy, czy też Diego. Ten pierwszy był prekursorem – ten pierwszy jest dokumentem mijającego dziesięciolecia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *