Dokumenty online,  Dokumenty zagraniczne,  Premiery

Recenzja filmu Życzymy udanej jazdy: Psychodeliczne przygody

Netflix zabiera was na nietypową lekcję. Usiądźcie wygodnie, przygotujcie notesy. Wraz z profesorem Nickiem Offermanem, znanym choćby z mockumentu Parks and Recreaction, poznacie kilka podstawowych rad, co należy robić, a czego trzeba się wzbraniać, jeżeli chcemy wziąć narkotyki (oczywiście te względnie bezpieczne, nikt nie będzie nas namawiał do brania heroiny). Nauczyciel zaprosił do pomocy wielu znamienitych gości z różnorodnych dziedzin kultury. Właśnie tak brzmiałaby reklama Życzymy udanej jazdy: Psychodeliczne przygody.

Prawdopodobnie reżyser filmu, Donick Cary, przystępował do projektu z myślą, aby pokazać widzom, że wszystko jest dla ludzi, a używek nie trzeba aż tak demonizować. Twórca robi to w lekkiej i przystępnej formie, przypominającej nieco Dlaczego jesteśmy kreatywni, okraszonej animowanymi i inscenizowanymi sekwencjami, Jednak to, co na papierze wydawało się całkiem dobrym pomysłem, okazało się niewykorzystanym potencjałem.

Zatem jak krótko opisać Życzymy udanej jazdy: Psychodeliczne przygody? Na początku twórca przedstawia materiały agitacyjne, wyglądające na produkcje z lat 70., 80, które w łopatologiczny sposób przedstawiają negatywne skutki zażywania marihuany, grzybów halucynogennych, itd. Autor wychodzi z założenia, że nie przedstawiają one szerszej perspektywy, w związku z tym zaproszeni przez niego goście postarają się udowodnić, iż przyjmowanie lekkich narkotyków może wywołać zabawne, lub nawet inspirujące doświadczenia. Swoimi wrażeniami podzielą się m.in. Sting, Ben Stiller, Nick Kroll, czy Carrie Fisher.

Przez cały seans biłem się z myślami, ponieważ tliło mi się w głowie pytanie – czy to, co oglądam, można nazwać dokumentem? Moim zdaniem odpowiedź jest dosyć złożona. Z jednej strony mamy do czynienia z klasycznym środkiem przekazywania informacji dla tego gatunku, czyli gadające głowy. Z drugiej, tyle samo czasu poświęcono fragmentom w pełni inscenizowanym. Te zaś początkowo zapowiadają formalną różnorodność. Wpierw oczom ukazuje się animacja, kreską przypominającą połączenie Ricka i Morty’ego Pora na przygodę, okraszoną rewią pstrokatych kolorów, będące wizualizacją narkotykowych tripów. Później dochodzą inscenizacje żywego planu, przywodzące na myśl Drunk History, a do tego parodia omawianych wcześniej agitujących filmów młodzieżowych. Początkowe bogactwo pomysłów zapowiadało bardzo ciekawy projekt. Do czasu.

Po pół godziny projekcji niestety magia pryska. Z czasem twórcom brakuje pomysłów na coraz to nowe rozwiązania formalne, przez co operują jedynie trzema, opisanymi w poprzednim akapicie. Jakość późniejszych opowiadanych historii również zaczyna spadać. Owszem, zdarzają się osoby, które mają do powiedzenia wiele ciekawych przemyśleń. Niestety większość zaproszonych gości dostarcza anegdot, porównywalnych do tych, kiedy nasi znajomi opowiadają o tym, jak udało im się przeżyć jedną z wielu takich samych imprez. Ponadto w zasadzie ciężko stwierdzić, czy ten dokument będzie w stanie przekonać do tych, którzy są niepewni co do sięgania po lekkie używki. Z kolei ci, którzy mieli podobne doświadczenia, raczej nie dowiedzą się niczego nowego.

Życzymy udanej jazdy: Psychodeliczne przygody to pozycja dla osób, które w filmowym dokumencie nie szukają wyrafinowanych, angażujących i trudnych tematów. Dzieło Cary’ego potrafi dostarczyć chwili uśmiechu, relaksu, a pod kopułą rozmaitych barw czai się dość prosta, niewymagająca i lekko powtarzalna rozrywka.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *