Dokumenty polskie,  Premiery,  Seanse festiwalowe

Recenzja filmu Zwyczajny kraj | Festiwal Mediów Człowiek w Zagrożeniu

Kontrolowane rozmowy i wszystko inne

Maks Paradys wykrzykuje w Seksmisji (reż. Juliusz Machulski, 1984): „Nie wytrzymam! Permanentna inwigilacja! Nie wytrzymam!”. Okazuje się, że naprawdę w Polsce Ludowej służby mogły zdecydować się na podsłuchiwanie każdego z obywateli. Słuchały o codzienności, prywatności mieszkańców całego kraju i obserwowały ich poczynania, tak na wszelki wypadek. W Zwyczajnym kraju polska szara rzeczywistość jawi się jako pełna donosów i „tajnych współpracowników”, którzy dbali o moralność i dobro całej społeczności. Tomasza Wolskiego zainteresowały zachowane materiały w Instytucie Pamięci Narodowej, które zarejestrowała Służba Bezpieczeństwa i Milicja Obywatelska. Tak zrodził się właśnie film – Zwyczajny kraj (reż. Tomasz Wolski, 2020). To obraz życia w latach 70. i 80. zarejestrowany ukrytymi kamerami i telefonicznymi podsłuchami odmierzany w rytm zegarynki. 

W wielu programach rozrywkowych używano candid camera (tytuł słynnego amerykańskiego programu telewizyjnego nie krył się ze swoimi zamiarami “podglądactwa”). Na gruncie rodzimej produkcji także zaadaptowano tę technikę. Na swoje komediowe potrzeby wykorzystywali ją Stanisław Bareja, Jacek Fedorowicz, Jerzy Gruza oraz choćby Andrzej Kondratiuk w Kobieli na plaży (1963). Niestety zabawne kwestie i problemy, które wyśmiewano w PRL-u, były codziennością lub zdarzały się naprawdę naszym dziadkom, rodzicom, rodzeństwu, jednym słowem najbliższym. Zwyczajny kraj to dla mnie takie przypomnienie, że żarty rodzą się z ziarenek prawdy i kiedy je odkopiemy – przestają bawić. 

Filmy found footage przeżywają swoją drugą pierwszą młodość? Można zauważyć, że coraz więcej filmowców sięga po archiwalia, żeby zapełnić białe plamy naszej historii, naszej pamięci. Wolski zatracił się w znalezionych materiałach i szykuje kolejne dokumenty w oparciu o „znaleziska” (dwa następne filmy będą o: wydarzeniach grudniowych na Wybrzeżu w roku 1970 oraz o postaci Leopolda Treppera).

Jak można doczytać w napisach końcowych, za zdjęcia odpowiadali pracownicy oraz współpracownicy Służb Bezpieczeństwa i pracownicy Milicji Obywatelskiej. Wykonano także zdjęcia dodatkowe i korekcję barwną materiałów, ponieważ potrzebowano pełniejszej ilustracji tego, co w warstwie dźwiękowej. Reżyser przyznał w wywiadzie z Michałem Dondzikiem w ramach Festiwalu Mediów Człowiek w Zagrożeniu, że obraz nie powinien odciągać widza od słów i odwrotnie, stąd decyzja o pewnego rodzaju “imitacji” materiałów, z których nie można by było łatwo rozpoznać tożsamości danych osób. Chodziło mu o ukazanie szerszego zjawiska, a nie konkretnych jednostek. Zapewniono wszystkim anonimowość, nie ma nazwisk. Inni wykorzystaliby zamiast tego (powiedzmy szczerze: „dokrętek”) animację – przyznał twórca; tak przecież było chociażby w Syndromie zimowników Piotra Jaworskiego. Tutaj granica między rzeczywistymi a dodatkowymi taśmami się zatarła, lecz najważniejsze, że wszystko pozostało w zgodzie z prawdą i na jej podstawie. 

Niespełna godzinny dokument robi przede wszystkim wrażenie swoim tematem. Rozmowy są często banalne, wręcz nudne, lecz pobudzające myślenie i napełniające lękiem.  Przecież kradzież roweru dziecku nie czyni z jego upominającej się o sprawiedliwość matki „baby zaczynającej rozrabiać”, a z mężczyzny, który chce kupić nowego psa – złodzieja i oszusta. Film pozwala inaczej spojrzeć na przeszłość i teraźniejszość. Może pomoże również myśleć w inny sposób o przyszłości? Bo ja wolałabym, żeby w mój „intymny mały świat” nie zaglądał nikt. Słuchać też niech nie próbuje nikt. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *