Dokumenty zagraniczne

Recenzja filmu W oddali

Ojciec, syn, podróż i ogórki

Wczesny poranek. Bohaterowie budzą się, aby jak najszybciej spakować najważniejsze rzeczy przed podróżą. Prowiant, ubrania, itp. Trzeba jeszcze przygotować trasę, nasmarować buty wazeliną. I, co najważniejsze, wyciszyć się. Każdy w swój sposób. Dla przykładu jeden z bohaterów medytuje, stojąc na głowie. W końcu przez jakiś czas będzie spędzał 24 godziny na dobę ze swoim synem, z którym nie do końca się dogaduje. Tak zaczyna się W oddali, nagrodzony w tym roku czeskim Złotym Lwem w kategorii „Najlepszy film dokumentalny”. Zatem pora sprawdzić, czy słusznie.

Kino drogi stało się niemal oddzielnym gatunkiem filmowym. Przykładów można by wymieniać setki, a na omówienie wszystkich potrzebny by był większy artykuł. Nawet gry wideo coraz chętniej sięgają po ten gatunek, co chociażby udowodnił God of War z 2018 roku, czy pierwsza część The Last of Us. W oddali potwierdza, że kino dokumentalne staje się idealnym domem dla kina drogi. Ba, obraz Marina Marečka unaocznia, iż jak żadne inne dzieło tego gatunku, wyciąga jego esencję.

Jest ojciec i syn – Vitek oraz Gríša, zamieszkujący czeskie Brno. Mężczyźni, na prośbę syna, postanawiają wyruszyć do Rosji, gdzie mieszka matka chłopaka oraz jego siostra. Vitek postanowił rozstać się z małżonką i wziął pod opiekę syna, ponieważ związek z kobietą zaczął się rozpadać. Czynnikiem zapalnym był moment, gdy jego partnerka życiowa  poroniła, a później zaczęła szukać ukojenia w religii. To z kolei sprawiło, iż kobieta stała się ortodoksyjną wyznawczynią prawosławia.

Czeski reżyser wie, jak sprzedaje się kino drogi. Najważniejszy nie jest cel, a sama podróż, która ma wymiar niemal katartyczny. Gołym okiem widać, iż między bohaterami istnieje niewidzialna ściana, mur nieporozumienia, skutecznie izolujący rozwinięcie się bliższej relacji. Nie ukrywając, pierwsze dwa akty, kiedy protagoniści jadą swoim Volkswagenem wiele długich kilometrów, sprawiają najwięcej przyjemności. Autor po kolei odhacza kolejne punkty z listy „must have” dla kina drogi – znajdą się filozoficzne rozterki o życiu, nieporozumienia, wywoływane przez odwieczny konflikt pokoleń (Vitek przypomina hippisa wyjętego z lat 60., zaś Gríša budzi skojarzenia z typowym millenialsem, zapatrzonego w ekran smartphona). Doliczmy jeszcze spotkania z różnymi osobami, dzięki którym dowiadujemy się co nieco o samych bohaterach, czy też wspólne wykonywanie zróżnicowanych czynności, jak choćby rozpalania ogniska. Wisienką na torcie są jednak najbardziej naturalne momenty interakcji między bohaterami lub też ich braku. Niejednokrotnie widzimy momenty niezręcznej ciszy, przerywanej jedynie głośnymi chrupnięciami jedzonego ogórka, lub próbami rozpoczęcia rozmowy przez ojca.

Pora skupić się na samym celu. Owszem, to czego potrzebują bohaterowie, to odnowienie bliższych więzi. Natomiast pragną powrócić do najważniejszych kobiet w swoim życiu – matki/żony oraz córki/siostry. Mareček konfrontuje ze sobą dwa światy – silnie protestanckie i ateistyczne Czechy z Rosją zdominowaną przez prawosławie. Idealnie obrazują to sceny, gdy bohaterowie finalnie przyjeżdżają do Rosji i cały czas odczuwają swoistą odrębność od tego miejsca. Z filmu wynika jasna, acz ponura konstatacja, iż finalnie nie da się połączyć tych odmiennych rzeczywistości.  Nie tylko Vitek cierpi z tego powodu, ale też dzieci z jego małżeństwa.

Niestety w trzecim akcie, skoncentrowanym na  poszukiwaniu dwóch kobiet, silnie powiązanych z życiem protagonistów, ewidentnie zatraca się magia kina drogi, która urzekała w poprzednich rozdziałach W oddali. Niemniej, kiedy przymknie się na to oko, dostajemy nieco melancholijną, hipnotycznie monotonną oraz powolną filmową podróż. Dzieło naszych południowo-zachodnich sąsiadów zdaje się wydobywać jedną z życiowych mądrości, z pozoru banalnych, lecz prawdziwych. W oddali stanowi bowiem wypowiedź, iż nie ma nic bardziej łączącego z drugim człowiekiem niż wspólny cel.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *