Dokumenty polskie,  Premiery,  Seanse festiwalowe

Recenzja filmu Stolen Fish | Festiwal Mediów Człowiek w Zagrożeniu

Kraina rybą i porwaną siecią płynąca

Jest taki kraj, gdzie światła nigdy nie gasną. Można rzec – państwo, które nigdy nie śpi. Tysiące małych kropeczek, przypominających mrówki robotnice od rana do nocy harują w pocie czoła, dzień w dzień, noc w noc, by spełnić swoje marzenia o lepszym jutrze i móc zarobić na wikt i opierunek swoim najbliższym. Brzmi to jak opis jednej z największych metropolii gospodarczych na świecie, choćby Nowego Jorku. Tymczasem po lekturze Stolen Fish można się przekonać, że te słowa pasują także do Gambii. Lecz tam nie spełniają się żadne sny.

Choć reżyserka, Małgorzata Juszczak, przedstawia zaledwie trzech bohaterów, sprawnie sporządza listę problemów dotykających ten liczący sobie zaledwie dwa miliony mieszkańców kraj. Małe państwo, będące otoczone wzdłuż i wszerz Senegalem jest w rzeczywistości uciemiężane przez znacznie silniejszego gracza światowej gospodarki.

Ale po kolei. W Gambii, kraju, w którym podstawową gałęzią życia jest rybołówstwo, powstaje chińska fabryka mączki rybnej. Mimo iż zatrudnia całkiem sporo pracowników, to matematyka jest okrutna – potencjalny pokarm w większości przemiela się dla bogatych z krajów pierwszego świata, mieszkańcom zaś zostaje wprost proporcjonalnie mniej posiłku. Dodatkowo nadpływające chińskie statki straszą morską faunę, lub, co gorsza, ją zabijają. O tym, jak wpływa to na życie mieszkańców, opowiadają trzej bohaterowie.

W zaledwie pół godzinnym metrażu reżyserce udało się zebrać listę najważniejszych problemów państwa Trzeciego Świata. Mieszkańcy są bowiem wplątani w błędne koło wydarzeń, którego końca nie widać. Kiedy niemal wszyscy są zależni od darów morza, te postanawia się odebrać jednym ruchem ręki. Matki, strażniczki domowego ogniska, nie mają czym wyżywić rodziny, a przede wszystkim dzieci. „Na najstarszym synu spoczywa obowiązek uwolnienia rodziny z biedy” – mówi jeden z bohaterów. W związku z tym pakują swoje walizki i ruszają do lepszego, wspaniałego świata. Oczywiście szansa na opuszczenie Afryki jest znikoma. Wydaje się, że Juszczak sprawnie porusza się w kinie socjo-politycznym. Kiedy inni twórcy pokazują wyłącznie tanie i sztuczne efekty biedy, autorka punktuje brak systemowych rozwiązań, które w jakikolwiek sposób mogłyby zatrzymać błędne koło wydarzeń.

Niemniej o ile reżyserka potrafi konstruktywnie operować słowem, tak obraz w nikłym stopniu odpowiednio ukazuje opisywany problem. Wielu twórców/twórczyń umiało dozować napięcie, grać na emocjach widza, nieustannie budując poczucie zagrożenia, nie pozwalając adwersarzowi wychylić choćby mały palec w kadr. Tymczasem z obrazu Stolen Fish ciężko dostrzec wiszące czarne chmury, przyglądając się jedynie obrazom przedstawionym w filmie. Wspominałem o twórcach, którzy pokazują jedynie efekty narastającej biedy. To prawda, że najważniejszym dla tego rodzaju kina jest ukazanie problemów systemowych, niemniej w połączeniu z odpowiednimi symptomami, końcowe wrażenie jeszcze bardziej wbija w fotel. W przypadku Stolen Fish ewidentnie zapomniano o tej jakże znaczącej części.

Być może znajdą się tacy, którzy stwierdzą, że najłatwiej krytykuje się projekty niskobudżetowe, bądź takie, które powstały metodą crowdfundingu (jak choćby w tym przypadku). Jednakże ciężko tego nie robić w momencie, gdy twórcy zabierają się za bardzo ważny temat. Stolen Fish pozostaje dobrą argumentacją, która nie może znaleźć sposobu, aby ją sformułować. A filmowa retoryka jest czasami dużo ważniejsza od treści.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *