Dokumenty zagraniczne

Recenzja filmu Skandalista George Lucas

Gwiezdne wojny takie jak my

Któż z nas nie jest fanem jakiejkolwiek filmowej marki, nie należy do żadnego fandomu? Kupujemy gadżety związane z ulubionymi bohaterami filmowych dzieł. Koszulki z parą zabójców z Pulp Fiction? Na pewno jakaś znajdzie się w szafie. Foremki do pieczenia ciastek w kształcie twarzy bohaterów Gwiezdnych wojen? Może akurat kogoś nabrała ochota, aby zjeść takie przysmaki? Może na ścianie naszego pokoju widnieje plakat z Indianą Jones’em. Co jak co, ale na jego widok uruchamiają się piękne filmowe wspomnienia. W ten sposób oddajemy hołd naszym ulubionym markom, ale także ich twórcom. Jest jednak jedna grupa fanów, która zasługuje na szczególną uwagę – właśnie wspomniane Gwiezdne wojny.

Skandalista George Lucas może być spełnieniem marzeń każdego antropologa. W końcu fandom Gwiezdnych wojen to jeden z najbarwniejszych przypadków. To grupa, której hasłem przewodnim jest „skrajność” – z jednej strony uwielbiają „stwórcę” i wszystko, co wyszło spod jego ręki, z drugiej – nie boją się go otwarcie krytykować jego artystycznych decyzji, zwłaszcza od 1997 roku. Na szczęście reżyser Alexandre O. Philippe wydaje się kochać zarówno uniwersum, ale też solidaryzuje się ze wszystkimi fanami gwiezdnej sagi.

Wszystko zaczęło się w 1977 roku. To właśnie wtedy swą premierę ma pierwsza z dziewięciu części Gwiezdnych wojen. Nikt z 20th Century Fox nie wierzył w sukces filmu Lucasa. Jak wszyscy wiemy, stało się zupełnie inaczej. Widzowie oszaleli na punkcie przygód Luke’a Skywalkera i jego przyjaciół. Kupowano każdy gadżet sygnowany logiem Lucasfilm – figurki, piżamy, pościele, plecaki, lalki, maskotki, maski, plakaty, kostiumy – recenzji nie wystarczy na wszystkie produkty. Ale wszystko zmieniło się od 1997 roku, kiedy to Lucas zmienił oryginalną trylogię. Wówczas zaczęła się polaryzacja fandomu.

Dla antropologa Skandalista George Lucas to nie duży zasób wiedzy – to jej encyklopedia! Jeżeli ciekawi Was działalność fanów tego uniwersum, wówczas nie przeczytacie takiej ilości informacji w Wikipedii, czy na innej stronie internetowej. Natomiast jeśli szukacie tutaj jakichkolwiek faktów biograficznych dotyczących Lucasa, wówczas będziecie zawiedzeni. Nie będzie tu nawet fragmentów z gwiezdnej sagi. Chociaż nie byłbym tego taki pewien. Niektóre sceny Gwiezdnych wojen zostały odtworzone przez widzów z ogromną miłością do filmów Lucasa. Widzowie będą podziwiać coraz to nowsze sposoby kreatywnego przelania pasji we własną twórczość przez członków fandomu. Zarówno z uśmiechem, ale też i z zachwytem nad tak oryginalnymi metodami.

Philippe nie boi się także oddać głosu tym, którzy poczuli się zawiedzeni po 1997 roku. Najpierw światło dzienne ujrzała nowa edycja oryginalnej trylogii, później premiery kolejnych filmów z trylogii prequeli. Na szczęście reżyser nie zaprosił krzykaczy, którzy nie potrafią podać konkretnego argumentu, dla którego nie cierpią nowych Gwiezdnych wojen. Twórcy dają się wyartykułować osobom, mającym faktycznie coś mądrego oraz konstruktywnego do powiedzenia. Mimo to, Philippe przygląda się i takim przypadkom, którym miłość do marki Lucasfilm już dawno wymknęła się spod kontroli. Ponownie, będziemy śmiać się z absurdalnych przykładów działań zagorzałych fanów (np. piosenki „George Lucas raped our childhood”), ale też z ich logicznych argumentów (w końcu jak wytłumaczyć dzieciom, dlaczego Federacja Handlowa kłóci się z Galaktycznym Rządem o podatki).

W światowej kinematografii widnieje kilkadziesiąt, a nawet kilkaset pozycji, dotyczących biografii danego reżysera lub kulis powstawania konkretnego filmu. Philippe wyszedł z bardzo słusznego założenia – po co robić kolejną biografię, która w zasadzie nie dopowie nic więcej, ponieważ praktycznie wszystko zostało powiedziane? W końcu należy wykazać się pomysłowością, aby Gwiezdne wojny przedstawić w taki sposób, w jaki jeszcze nikt się nie odważył.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *