Dokumenty biograficzne,  Dokumenty online,  Dokumenty zagraniczne

Recenzja filmu Jedni z nas

Skok w dorosłość

Jednych z nas jest scena kolacji w trakcie Chanuki. Wszyscy biesiadnicy wydają się szczęśliwi. Jedzą przy stole, śmieją się, piją wysokoprocentowe trunki, śpiewają, mówiąc wprost – bawią się. Nie jest to jednak zwykła kolacja. Jej uczestnikami jest grupa Żydów, którzy ongiś należeli do najbardziej ortodoksyjnego odłamu judaizmu – Chasydów. Dla bohaterów jest to skok w dorosłość, swoisty powrót do normalności. W końcu, jak ukazuje dokument Heidi Ewing, Chasydzi nie mają dobrego nastawienia do osób, którzy opuścili ich grupę.

Niewątpliwie reżyserce udała się jedna sztuka. Zebrała takich bohaterów, których historia związana z Chasydami pełni niejako funkcję metaforyczną. Jedni z nas nie jest źródłem wiedzy dla antropologów, lecz ukazuje problem swoistego katharsis, odrodzenia się na nowo. W Willamsburgu, na nowojorskim Brooklynie, mieszka ogromna liczba Chasydów. Trójka bohaterów postanawia jednak opuścić tą społeczność, każdy z różnych powodów. Niestety nie skończy się to dla nich dobrze, bowiem Chasydzi mają niemal wrogi stosunek do wszystkich, którzy postanowili odejść. Etta próbuje rozwieść się z mężem, ojcem jej siedmiorga dzieci. Nowojorscy Chasydzi stosują wszelkie środki, aby to mężczyzna został ich stałym opiekunem. Ari próbuje pokonać traumę, ponieważ został zgwałcony w młodym wieku. Luzer stara się nauczyć żyć w nowoczesnym świecie, do którego wcześniej nie miał dostępu.

Oglądając Jednych z nas, można łatwo stwierdzić, iż cały film jest swoistą metaforą dojrzałości. Społeczeństwo Chasydów przypomina zatroskaną matkę. Troszczy się o każdego członka, zapewnia pomoc i pieniądze dla każdego potrzebującego, zawsze zostawiając otwarte drzwi, a sprawy, które nie są zgodne z prawem, starają się zamieść pod dywan. Oczywiście, dla dobra swoich. W związku z tym, Etta, Ari i Luzer upodabniają się do dużych dzieci. Otoczone matczyną opieką, nie znały otaczającego ich świata. Nie wiedzą, jak działa internet, smartphone („Wikipedia to dar od Boga”). Bohaterowie mierzą się z dorosłym życiem, niejako odlatując z rodzinnego gniazda na własne życzenie. Jednakże nie będzie to dla nich łatwe, a w szczególności dla Etty. Jednocześnie Jedni z nas opowiadają o potrzebie akceptacji. Reżyserka stara się zjednoczyć całe środowisko żydowskie. W końcu Chasydzi to tylko bardziej ortodoksyjna odmiana judaizmu. Chasydzi, konserwatyści, bądź Żydzi reformowani – łączy ich to samo wyznanie.

Niewątpliwie najciekawszym wątkiem z całego filmu jest bój Etty o opiekę nad dziećmi. Autorka potrafi oddać zagrożenie sytuacji, w jakiej znalazła się bohaterka, poczucie zaszczucia protagonistki, dozuje napięcie, nie posiadając choćby nagrań z rozprawy sądowej, lecz posługując się jedynie zapisami ze stenogramu. Niestety, przez to cierpią wątki Ariego i Luzera. Owszem, są to niewątpliwie ciekawe przypadki. W końcu to tutaj najbardziej obserwujemy, jak wygląda normalne, codzienne życie osób, które postanowiły odejść. Niemniej, wydaje się, że te wątki są do siebie nieco podobne, a jednocześnie nie mają takiej dramaturgii oraz emocjonalnego tąpnięcia, jak choćby omawiany przypadek Etty. Z drugiej strony, być może Ewing tak przyzwyczaiła się do trójki bohaterów i współczuła im na tyle, iż postanowiła nie wyciąć z filmu żadnego z nich i ukazać ich losy równomiernie. Nawet jeżeli lekko cierpi na tym konstrukcja i tempo obrazu.

Czy powinno się ograniczać swój światopogląd dotyczący Chasydów po obejrzeniu Jednych z nas? Zdecydowanie nie. Nie można zaprzeczyć prawdziwości zdarzeń, przedstawionych w obrazie Ewing. Jednak należy pamiętać, iż nie wszyscy Chasydzi są potworami, a jedynie mają restrykcyjne zasady, dotyczące codziennej egzystencji. Choć film reżyserki nie jest pozbawiony wad, to jednak warto docenić owo dzieło. W końcu opowiada o jednych z nas.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *