Dokumenty zagraniczne,  Premiery

Recenzja filmu Jean-Luc Godard. Imaginacje

Godarda awangardowy szkicownik

Jean-Luc Godard legendą kina jest. To może utarte stwierdzenie, ale trudno się z nim nie zgodzić. 88-latek od ponad sześciu dekad nie zwalnia twórczego tempa. Nawet jeśli żaden z jego późniejszych filmów nie zyskał takiej sławy oraz nie odcisnął takiego piętna na kinie jak jego nowofalowe dzieła, nie ustaje on w eksperymentowaniu i poszerzaniu języka medium. Od obejmującego lata 70-te „okresu rewolucyjnego”, poprzez powrót do bardziej tradycyjnych produkcji w latach 80-tych, na autotematycznych i poetyckich esejach filmowych skończywszy. Pomimo jednak takiej rozpiętości stylistycznej filmografię Godarda łączy powtarzalny zestaw eksplorowanych zagadnień takich jak: wolność, komunizm, sztuka, a nade wszystko kino. W „Imaginacjach” wszystkie te tematyczne obsesje wracają zestawione w eksperymentalny kolaż słów, obrazów i muzyki.

W dosłownym tłumaczeniu tytuł filmu to „Księga obrazów”. Bardziej niż księgę przypomina on jednak notatnik. Pełen szkiców, zapisków, impresji oraz zasłyszanych cytatów, który bez wielu korekt i porządkowań trafił na ekrany. Już po kilku minutach wiadomym jest, że Godard nie złagodniał z wiekiem i nie zamierza ułatwiać widzowi odbioru swojego dzieła. Co prawda poprzez podział na segmenty zyskuje ono pewnego rodzaju strukturę, ale na tym zabiegu narracyjne uporządkowanie wydaje się kończyć. Również obrazy łączone na zasadzie luźnych skojarzeń nie tworzą wspólnie dłuższej opowieści. Reżyser wybiera fragmenty z klasyki kina, własnego repertuaru, nagrań z portalu YouTube, wiadomości telewizyjnych, a nawet wmontowywuje statyczne obrazy, zarówno dzieła sztuki jak i ilustracje dla dzieci. Następnie poddaje większość z nich działaniu filtrów, zniekształcających i degradujących ujęcia czasem do granicy czytelności. Nadzieję na koherentność mogła dawać typowa w esejach filmowych ponadkadrowa narracja. Niski i naznaczony wiekiem głos Godarda wydaje się jednak nie tyle komentować prezentowane obrazy ile dokładać kolejne warstwy do filmowej układanki, od czasu do czasu jedynie odnosząc się bezpośrednio do tego co prezentowane jest na ekranie. Muzyka (najczęściej klasyczna) oraz oryginalna warstwa dźwiękowa z wykorzystywanych materiałów (podobnie jak obrazy) wydaje się być zmonowana niedokładnie, czasem wręcz niechlujnie, często będąc niedopasowaną, ucinając się czy zmieniając głośność w trakcie swojego trwania. Godard ani na minutę nie pozwala widzowi na immersję w dany wątek czy fragment. Urwane nagrania, przekształcenia obrazu, powtórzenia, raptownie ucinany i niedbale miksowany dźwięk, czy nawet zmiana proporcji kadru w trakcie trwania ujęcia dają filmowi zarówno awangardowy jak i amatorski sznyt.

Mimo, że spodziewałem się braku klarowności i eksperymentalnej natury filmu, seans i tak okazał się dla mnie niełatwy. „Imaginacje” to dzieło niewdzięczne w odbiorze, miejscami frustrujące i monotonne, testujace cierpliwość widza. Lecz właśnie pomimo wszystkich niespójności, irytujących momentów i chaosu, a może właśnie przez nie, seans najnowszego filmu twórcy „Do utraty tchu” jest niezaprzeczalnie unikalnym doświadczeniem. Cały jego nieporządek, „szkicowość”, łączenie techniki analogowej z cyfrową przywołuje na myśl klasyczne dzieła filmowej awangardy. Historyczne cytaty, filmowo-literackie odwołania, dzieła sztuki łączące się na ekranie z nagranymi amatorsko materiałami z telewizji i internetu, chcąc nie chcąc prowokują do snucia własnych interpretacji. Wyłania się z tego chaosu refleksja nad upadkiem kultury europejskiej i jej wytworów, zarówno w dziedzinie sztuki jak i filozofii czy polityki. Może to częściowo wiara w nazwisko, ale dostrzegam w strategii jaką Godard przyjął dla tego filmu komplementarną do treści metodę, która na dodatek rozwija jego poprzednie dzieła i kontynuuje ich myśl. Jednak eksperymentalna natura skazuje film na wąskie grono odbiorców, w większości zaznajomionych już z poprzednimi dziełami Francuza, dla których treść jego typowo filozoficzno-poetyckich wywodów będzie podrzędna w stosunku do formy (nawet jeśli są ze sobą tak ściśle powiązane). Jean-Luc Godard jest reżyserem, który zawsze uważał, że wie lepiej od innych, przez co kolejne jego filmy traciły i wciąż tracą na komunikatywności. Ale z drugiej strony cały jego wciąż rozrastający się dorobek stanowi unikalny zbiór, równie fascynujący jak i nieprzystępny.

W pewnym momencie filmu wypowiedziane jest stwierdzenie, że dany obiekt/rzecz staje się dziełem sztuki w momencie, kiedy minie epoka, która go wytworzyła. Zarówno przez swoją retro-awangardową formę jak i filozoficzną treść, „Imaginacje” wydają się być dziełem spoza czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *