Dokumenty polskie,  Premiery,  Seanse festiwalowe

Recenzja filmu In Touch | Festiwal Mediów Człowiek w Zagrożeniu

Islandzkie wulkany na Mazurach
(tekst powstał dla gazety „Ińskie Point”)

Każdy człowiek odczuwa potrzebę komunikacji z drugą osobą. Z resztą zaspokajamy ją od kilku tysięcy lat. Historia tego procesu jest bardzo różnorodna – od starożytnej Grecji, gdzie specjalny piechur dostarczał wiadomości do króla, listów, telegramów, telefonów, do rozmaitych internetowych portali społecznościowych. Te ostatnie przyczyniły się do ewolucji sposobu porozumiewania się między najbliższymi. Ogromny dystans między uczestnikami konwersacji przestał mieć znaczenie. Ten temat porusza reżyser Paweł Ziemilski za sprawą swojego najnowszego obrazu – In Touch.

Jednakże czym byłoby porządne dzieło sztuki filmowej, gdyby opowiadało wyłącznie o jednym temacie? Na szczęście, nie jest tak w przypadku filmu Ziemilskiego. Kolejną myśl podjętą przez autora idealnie podsumowuje jedna scena. Mieszkańcy mazurskiego miasta, zbierają się przy jednym stole w okolicznym lokalu. Biesiadników łączy to, iż ich pociechy wyjechały za granicę. W związku z tym, chcą wypełnić tą pustkę, spotykając się z ludźmi, którzy rozumieją swój problem – każdy niezmiernie za nimi tęskni.

Stare Juchy to nietypowe miasto, znajdujące się na Mazurach. Już jedna trzecia osób, urodzonych tej miejscowości postanowiła wyemigrować na Islandię. Przez to nietrudno znaleźć tam kogoś, którego najbliższy wyjechał w celach zarobkowych do tego, powiedzmy, egzotycznego kraju. Ziemilski wybiera się z kamerą do Starej Juchy, pokazując niektórych z nich.

In Touch jest świetną opowieścią o tęsknocie. Bohaterowie Ziemilskiego to ludzie w rozdarciu. Z jednej strony, są niezmiernie dumni, że ich dzieci postanowiły wybrać się za granicę, by tam zagwarantować sobie zdecydowanie lepsze życie, niż w rodzimym kraju. Z drugiej, odczuwają ogromne uczucie pustki, w związku z tym, iż swoich krewnych widzą jedynie na święta Wielkanocne i Bożego Narodzenia. Stąd jedyną opcją, by utrzymać z nimi częstszy kontakt, jest użycie komunikatorów sieciowych. Rozmawiają z nimi nawet na błahe tematy. Idealnie oddaje to jedna z rozmów, zawartych w In Touch: dziadka oraz jego wnuka. Jest ogromnie wymuszona przez tego pierwszego, natomiast ten drugi odpowiada bardzo wymijająco. Z pomocą bohaterom przychodzi operator filmu – Filip Drożdż. Ten rzutuje obrazy, nagrane przez islandzkich imigrantów, by ich rodzina w Polsce mogła ponownie się z nimi zjednoczyć w wirtualny sposób. Jednakże operator udoskonala komunikator sieciowy. Łączy ze sobą oba odrębne światy, wyświetlać filmy z Islandii na takie płaszczyzny, które idealnie pasują do wykonywanej czynności bohaterów mieszkających w Polsce. Dla przykładu: w jednej ze scen przeniesiono wideo chłopca, kopiącego piłkę na bramkę. Wówczas wydawało się, jakby bohater stojący przy słupku faktycznie mógł obronić ten strzał. Ziemilski ukazuje również perspektywę Polaków, zamieszkujących Islandię. Tak samo, jak i ich rodzice, tak i oni odczuwają tęsknotę za domem i rodziną.

Jednak nie wszystko się udało. Choć strona wizualna w In Touch jest bardzo pomysłowa, tak niestety po jakimś czasie staje się monotonna. Przez to cały film, choć trwa niemal równą godzinę, zdecydowanie lepiej sprawdzałby się jako obraz krótkometrażowy. W ten sposób momentami w czasie seansu In Touch wieje nudą. W produkcji Ziemilskiego jest scena, która może być może miała być postrzegana jako puenta. Użyto w niej discopolowej piosenki, której treść łatwo można odczytać jako swoiste podsumowanie historii opowiadanej w In Touch. Nie byłoby to problemem, gdyby ów utwór pasował do poważnej konwencji dzieła. Jednakże przy poważnej tonacji In Touch, piosenka ta pasuje do tego obrazu jak przysłowiowy wół do karety.

Suma summarum, ciekawy temat oraz forma, w jakiej jest prezentowany, są najmocniejszą stroną całej produkcji. Niestety, pewne błędy związane z decyzjami podjętymi najprawdopodobniej w etapie postprodukcji odciskają swoje piętno na In Touch. Gdyby nowy obraz Ziemilskiego był filmem krótszym, być może lepiej zapisałby się w historii polskiego filmu dokumentalnego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *