Dokumenty zagraniczne,  Premiery,  Seanse festiwalowe

Recenzja filmu Free Solo

O krok od…

Kino kocha indywidualistów. Ludzi osiągających obrany przez siebie cel, żyjących własnymi marzeniami, pokonujących ograniczenia zarówno fizyczne, psychiczne jak i te narzucane przez środowisko, które ich otacza. Kino dokumentalne ostatnimi czasy przedstawiło nam m.in. sylwetkę Jacquesa Mayola (Człowiek delfin) czy tytułowego projektanta mody w McQueenie. Alex Honnold – bohater Free Solo – jest indywidualistą w pełnym tego słowa znaczeniu.

Poznajemy go w jego naturalnym środowisku, pokonującego bez żadnych zabezpieczeń ogromną, pionową ścianę skalną. Alex jest jednym z najsłynniejszych „free soloistów” – wspinaczy uprawiających tę ekstremalnie niebezpieczną odmianę sportu. Zarówno ciało jak i umysł muszą idealnie ze sobą współpracować, kondycja fizyczna jest równie ważna jak perfekcyjna znajomość topografii pokonywanej skały. Wystarczy jeden fałszywy ruch i nic nie uchroni śmiałka przed lotem w dół. Ale to właśnie ta adrenalina powoduje, że Honnold nie wyobraża sobie innego życia. Przed nim wciąż jednak stoi największe wyzwanie w karierze: zdobycie El Capitan, ponad 900 metrowej skały wznoszącej się w kalifornijskim Parku Narodowym Yosemite. Zna już ją na wylot, ale nigdy nie zdobył bez ekwipunku. Co więcej, nikt wcześniej również tego nie dokonał. Nic dziwnego, że ambitny sportowiec nie odpuści tak łatwo…

Film kompleksowo dokumentuje okres przygotowań Alexa do podjęcia tego wyczynu, skupiając się nie tylko na elementach takich jak poznawanie ścieżek i najbardziej ryzykownych punktów czy wspinaczkach kontrolnych, ale również na życiu prywatnym i uczuciowym bohatera, które, jak można się domyślić, nie należy do najprostszych. W jednej ze scen filmu pokazane jest badanie neurologiczne wykazujące, że część mózgu zwykle odpowiedzialna za reakcje obronne i strach jest u Alexa niemal nieaktywna. Ciągłe ryzyko utraty życia mocniej jednak wpływa na bliskich mu ludzi niż na niego samego. Nawet wieść o kolejnym tragicznie zmarłym wspinaczu nie robi na nim większego wrażenia. Free Solo pokazuje więc też ciemniejszą stronę bohatera, człowieka, który wydaje się niezdolny do okazywania głębszych emocji czy refleksji. Ciekawie przedstawiona jest kwestia relacji z ekipą stale filmującą jego dokonania (wśród nich jest również Jimmy Chin – współreżyser Free Solo). Muszą oni stale przepracowywać traumę związaną ze świadomością, że kiedyś ich kamery mogą zarejestrować śmiertelną pomyłkę. Jest to, obok relacji Alexa z dziewczyną, jeden z najmocniej zapadających w pamięć wątków, chociaż oczywistym jest, że to bohater i natura, którą chce przezwyciężyć, zajmują centralne miejsce filmu.

Free Solo ogląda się niemal jak fabułę. Sposób prowadzenia narracji, rozłożenie akcentów, dozowanie informacji oraz zwroty akcji tworzą z filmu praktycznie gotowy materiał na produkcję hollywoodzką. Nad projektem pieczę sprawowało towarzystwo National Geographic, fakt gwarantujący realizację na najwyższym poziomie. Wspinaczki Alexa, filmowane z wielu kamer, stanowią najbardziej widowiskowe momenty filmu. Bliskie plany ukazują wysiłek oraz poziom trudności działań, które musi wykonać bohater na najbardziej wymagających odcinkach trasy, natomiast dalekie – ukazują jego postać na tle monumentalnej przyrody. Jednak siłę mają również sceny bardziej intymne czy przyziemne. Wszystko to sprawia, że mimo iż można domyślić się jak potoczy się historia, film wciąż zapewnia intensywne przeżycia.

Dzieło Jimmiego China i Elizabeth Chai Vasarhelyi to więc dokument, który ma szansę trafić do serc szerokiej widowni. Nie ucieka się jednak przy tym do tanich chwytów, budując złożony i niejednoznaczny portret bohatera oraz profesji. Alex być może jest lekkomyślnym, zadufanym w sobie i nieczułym ryzykantem, ale jednocześnie jest kimś, kto znalazł swój sposób na doświadczanie pełni życia. Oby jak najdłuższego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *