Dokumenty polskie,  Premiery,  Seanse festiwalowe

Dwa spojrzenia na Szklane negatywy | Festiwal Mediów Człowiek w Zagrożeniu

Redakcja nie zawsze jest zgodna, ale na szczęście nie musi! Poniżej dwie recenzje Szklanych negatywów (reż. Jan Borowiec).

 

Daria Grabarek

Uważajcie na szkło!

Tęsknota za czymś co bezpowrotnie przeminęło, za czymś nieznanym, co nie zostało nam dane poznać ani zobaczyć, bo takim jawi się II Rzeczpospolita w oczach współczesnych, przyciąga pasjonatów historii, marzycieli podróży w przeszłość i ciekawskich, którzy ze starych fotografii chcą wyczytać, jak to kiedyś było. Ileż magii ma w sobie jedno czarno-białe zdjęcie. Bez wątpienia im starsze, tym cenniejsze. 

Pięknie rozpoczęto Szklane negatywy (reż. Jan Borowiec, 2019) – od ujęć w ciemni, od wywoływania szklanych negatywów, a potem… bywa różnie. Potencjał dramaturgiczny nie został w całości wykorzystany. Pokus, by film opowiadał nie tylko o fotografiach, lecz o czymś zupełnie innym, było sporo. Wątków, rozmówców napotykamy wiele i niestety zapomniałam o niektórych osobach po upływie kilku godzin, co najdobitniej świadczy o tym, że wcale ich obecność nie stanowi takiej wartość, jakiej by oczekiwano. 

Poszukujemy wraz z ekipą nazwisk sfotografowanych osób w Lublinie i okolicach w latach 30. XX wieku oraz jegomościa, który je zrobił. Temat osnuto wokół śledztwa: czyja to własność? Profesjonalnego fotografa? Jakiego imienia? Z pozoru idealny schemat na pasjonujący film, lecz w praktyce okazuje się nie tętnić on życiem. Szklane negatywy były dla mnie obce, niemalże cały seans, jak ludzie z nich wywołani. Starsze panie, które opowiadały o dzieciństwie i wojennych realiach poruszyły mnie, ale co właściwie wnoszą do tego obrazu? Kolejny wątek, mylący trop, przedłużający nieznośnie krótki dokument, którego temat, materiał okazał się nie tak genialny jak na papierze. Mam wrażenie, że mogłoby powstać kilka krótszych filmów i osobno prawdopodobnie każda z historii by się obroniła. Magia starych fotografii i niewiadome nie wystarczyły, bym się zachwyciła i czekała ze skupieniem do ostatniej minuty. 

Choć klamra kompozycyjna, bo na końcu znów widz jest w ciemni i wpatruje się w czerwoną ciecz, to niezwykle prosty i dobry pomysł. Pomyślałam, że tak powinno się komunikować z odbiorcą – bez słów, obraz mówi sam za siebie. W końcu to film o ludziach, których już nie ma, o tych, co zginęli, więc ostatnie ujęcie ma niebotyczną moc. Jednak film jest przesiąknięty pozytywistyczną ideą i wiarą w edukacyjny walor dokumentów (patrz: pierwsi fotografowie i filmowcy), więc dostajemy jeszcze napis: “W Lublinie przed drugą wojną światową żyło 43 tysiące Żydów, prawie jedna trzecia mieszkańców miasta. Wojnę przeżyło kilkuset, z których większość nigdy nie powróciła do swoich domów. Żydowska społeczność Lublina przestała istnieć”. Pierwsze zdanie bym zniosła, ponieważ (prawie) nikt nie ma statystyk w głowie. Jednak, jak już wspomniałam, to film, który ma niebywale irytującą manierę, który bazuje na relacji uczeń-nauczyciel (można wpisać w te zależne od siebie nawzajem duo zarówno samych bohaterów i realizatorów, jak i odbiorców i autorów). Znów obyło się bez imion, bez spisu ludności, zaserwowano nam tylko notkę, która ma dać wszystkim do myślenia. I ma w pierwszej kolejności poprowadzić widzów do wniosków, które wyciągnęli sami twórcy. Anonimowość, zapomnienie i odmienny krajobraz kulturowy powojennej Polski. Lecz szkło przetrwało. Na jak długo? Digitalizacja uchroni ich twarze przed rozbiciem i wyrzuceniem do kosza? 

Po człowieku pozostają tak naprawdę liczby i pamięć. Tylko tyle albo aż tyle.  

 

Michalina Majewska 

Obraz(y) z duszą

Często mówi się, że tematy na film leżą na ulicy. W przypadku Szklanych negatywów przez wiele lat owszem, leżały, ale starannie ukryte w przedwojennej kamienicy przy rynku w Lublinie. Chodzi oczywiście o tytułowe negatywy starych, przedwojennych fotografii. Reżyser Jan Borowiec podjął się tematu, o którym marzyłby każdy filmowiec – w końcu nie codziennie mamy w Polsce takie znalezisko. Obawy o to, czy film nie będzie jedynie pustym sprawozdaniem z śledztwa dotyczącego pochodzenia odnalezionych fotografii okazały się zbędne. Twórca podszedł do opowieści z wrażliwością i na krótką chwilę postaci ze zdjęć dostały drugie życie.

Odnalezione w Lublinie negatywy tak naprawdę zostają potraktowane jako pretekst do nostalgicznej podróży w przeszłość. Oczywiście, wątek poszukiwania informacji o autorze fotografii oraz osobach na nich widocznych jest bazą, dzięki której reżyser dociera do niezwiązanych bezpośrednio ze zdjęciami wspomnień i historii. Konstruując w ten sposób narrację łatwo byłoby popaść w dłużyzny, dokonać słabej selekcji materiału lub po prostu nie wycisnąć z historii tego, co w niej najpiękniejsze. Borowiec podszedł jednak do swojego tematu z odpowiednią dozą wrażliwości. Sposób wypowiedzi bohaterów i bohaterek filmu wskazują na to, że nie tylko mieli co opowiadać, ale i czuli się słuchani. Odpowiednio dobrane fotografie ilustrowały niezwykłe, często tragiczne, opowieści z świata, którego już nie ma. Co istotne, na to wrażenie podróży kilkadziesiąt lat wstecz wpływała nie tylko sprawna narracja, ale i aspekt technicznej realizacji – prezentowane zdjęcia zostały obrobione tak, by sprawiać wrażenie przestrzenności, przez chwilę więc przypominają bardziej zatrzymaną klatkę filmu, niż starą fotografię. Dzięki temu bohaterowie zdjęć są jeszcze bardziej namacalni, jeszcze bliżsi widzom. Jak żywi.

Szklane negatywy to nostalgiczny i wzruszający, ale zarazem niepatetyczny obraz. Odnalezione w Lublinie fotografie to nie tylko niesamowity relikt przeszłości. To przede wszystkim zapis zwykłego, ludzkiego życia. Bohaterowie zdjęć śmieją się, są poważni, pozują z przyjaciółmi, rodziną, ukochanymi. Wszystko to odeszło razem z nimi, a niektóre twarze być może nie zachowały się już nigdzie indziej poza tytułowym znaleziskiem. Film pozostawia sporo niedopowiedzeń, które z jednej strony nieco rozczarowują, a z drugiej są swego rodzaju metakomentarzem do filmu – nigdy nie poznamy tego, co już było. Pozostała jedynie tęsknota.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *